Karczmarz
Jako karczmarz pierwszy słyszysz każdą plotkę z gościńca – i pół życia spędzasz na pilnowaniu, żeby nikt nie wymknął się bez zapłaty.


Karczma, gospoda, szynk
Średniowieczne lokale, w których się piło i nocowało, miały różną postać. Najprostszy był wiejski szynk – nieraz zwykła chałupa, w której gospodyni warzyła piwo i wywieszała nad drzwiami wiecheć, znak, że świeża warka gotowa. W miastach działały winiarnie i piwnice ratuszowe, jak krakowska Piwnica Świdnicka, słynąca z piwa sprowadzanego ze Śląska. Gospody i zajazdy oferowały nocleg, strawę i stajnię dla koni, a ich liczba rosła przy szlakach handlowych i pielgrzymich od XIII wieku.
Warzenie było sporą częścią pracy. Zanim chmiel upowszechnił się w Europie północnej, piwo bez niego szybko kwaśniało, więc warzono je często i w małych ilościach. Zajmowały się tym w dużej mierze kobiety, dopóki browarnictwo nie stało się większym, cechowym i zdominowanym przez mężczyzn rzemiosłem.
Noc w zajeździe
Podróżny nie liczył na prywatność. Goście dzielili izby, a często i łóżka z obcymi; w siennikach mogły czekać pchły. Karczmarz dawał chleb, kaszę lub polewkę, w lepsze dni mięso, obrok dla koni i miejsce przy ogniu. Kupcy cenili uczciwego gospodarza, który przypilnuje towaru i powie, jakie są drogi, ceny i niebezpieczeństwa dalej na trasie.
Na polskiej wsi karczma należała zwykle do pana, który miał wyłączne prawo do wyszynku – propinację – i wydzierżawiał ją karczmarzowi. Dla dziedzica był to jeden z najpewniejszych dochodów.
Przepisy i ryzyko
Władze uważnie patrzyły karczmarzom na ręce. Rady miejskie ustalały ceny i miary, a za oszukiwanie na kufach groziły grzywny. Karczmy obwiniano o bójki, hazard i nierząd, a gospodarzy zobowiązywano do zgłaszania podejrzanych gości. W drewnianych budynkach pełnych świec i palenisk zawsze groził pożar. Mimo to dobrze położona karczma przy ruchliwym trakcie potrafiła uczynić gospodarza człowiekiem zamożnym i wpływowym – miejscem, gdzie zawierano umowy, świętowano wesela i wymieniano nowiny z całego kraju.