Oskarżona o czary
Jako kobieta oskarżona o czary stajesz wobec podejrzliwości sąsiadów, sądu wierzącego w pakt z diabłem – i procedury, która ma doprowadzić do przyznania się do winy.


Raczej nie średniowiecze
Choć polowania na czarownice kojarzą się ze średniowieczem, ich główna fala przypadła na epokę nowożytną, mniej więcej na lata 1560–1650. Sądy średniowieczne karały szkodliwą magię, ale pełny obraz czarownicy – osoby, która zawarła pakt z diabłem, uczestniczy w sabatach i szkodzi innym czarami – ukształtował się dopiero w XV wieku. „Młot na czarownice”, podręcznik dla łowców czarownic, ukazał się w latach 1486–1487. W całej Europie stracono za czary według szacunków od 40 do 60 tysięcy osób, w co najmniej trzech czwartych kobiet.
Jak rodziło się oskarżenie
Oskarżenia zaczynały się zwykle blisko domu: od kłótni z sąsiadką, krowy, która przestała dawać mleko, choroby dziecka czy gradu, który zniszczył zboże. Szczególnie narażone były starsze kobiety, wdowy, zielarki, akuszerki, osoby ubogie lub skłócone z otoczeniem, choć oskarżano też mężczyzn i dzieci. Plotka mogła narastać latami, zanim trafiła do sądu. Nieraz w tle były zwykłe spory o miedzę, długi czy spadek.
Przed sądem
Tam, gdzie prawo na to pozwalało, stosowano tortury, by wymusić przyznanie się i nazwiska wspólniczek, co rozprzestrzeniało procesy łańcuchowo. Niektóre sądy szukały „diabelskiego znamienia”, a w części regionów stosowano próbę wody, czyli pławienie. Kary sięgały od wygnania po śmierć, często na stosie. Najwięcej procesów odbyło się w niektórych częściach Rzeszy; gdzie indziej sceptyczni sędziowie i sądy apelacyjne hamowały liczbę wyroków.
W Polsce procesy pojawiły się później i toczyły się głównie przed sądami miejskimi. Dawniej mówiono nawet o dziesiątkach tysięcy ofiar, ale nowsze badania wskazują na znacznie mniej – najpewniej setki egzekucji. Sejm zniósł tortury i zakazał karania śmiercią za czary w 1776 roku. Pamięć o tych ludziach to uznanie, że byli ofiarami strachu, procedur i wierzeń, a nie adeptkami czarnej magii.