Hutnik
Jako hutnik pracujesz obok rzek roztopionego metalu o temperaturze znacznie przekraczającej 1000 °C, gdzie chwila nieuwagi może kosztować życie.


Ogień i żelazo
Stal była kręgosłupem XX wieku: kolei, statków, samochodów, budynków i broni. W hucie zintegrowanej rudę żelaza, koks i kamień wapienny ładowano do wielkich pieców, uzyskując płynną surówkę, z której następnie wytapiano stal – przez znaczną część stulecia w piecach martenowskich, a od lat pięćdziesiątych coraz częściej w konwertorach tlenowych, przerabiających wsad w niecałą godzinę. Stal odlewano we wlewki, a później w sposób ciągły, i walcowano na blachy, szyny i pręty.
Na hali
Praca trwała przez całą dobę w systemie zmianowym, bo wielkiego pieca nie da się po prostu wyłączyć. Hutnicy przebijali otwory spustowe, obsługiwali suwnice i walcarki, operowali rozżarzonym metalem. Odzież ochronna ewoluowała od filcowych kapeluszy i gogli po kombinezony żaroodporne, ale oparzenia, rozpryski płynnego metalu, zatrucia gazem, hałas i dźwiganie pozostawały codziennym zagrożeniem. Żar był tak wielki, że hutnicy wypijali ogromne ilości wody i solonych napojów, by uniknąć wyczerpania. Ich święto, dzień św. Floriana, obchodzono 4 maja. Zawód często przechodził z ojca na syna, a zakład zapewniał mieszkania, przychodnie, wczasy i kluby sportowe.
Nowa Huta i co potem
W PRL hutnik był stawiany za wzór obywatela. Kombinat im. Lenina w Nowej Hucie pod Krakowem, budowany od 1949 roku, powstał razem z nowym, planowym miastem dla jego pracowników i stał się symbolem socjalistycznej industrializacji. Na ironię losu to właśnie nowohuccy robotnicy w latach osiemdziesiątych stali się jednym z bastionów Solidarności i protestów.
Od lat siedemdziesiątych na Zachodzie, a od dziewięćdziesiątych w Polsce zatrudnienie w hutnictwie gwałtownie spadało: zakłady modernizowano lub zamykano, a produkcja przenosiła się do innych krajów. Całe miasta zbudowane wokół stali musiały wymyślić się na nowo. Wiele dawnych hal zamieniono na muzea, parki i centra kultury.