Ostatni turysta
Jako jeden z ostatnich turystów w przyszłości zatłoczonych orbit kontynuowałbyś tradycję, którą w 2001 roku zapoczątkował jeden milioner – i i tak dopadłaby cię choroba kosmiczna.


Od jednego milionera do małej branży
Pierwszym płatnym turystą kosmicznym był amerykański biznesmen Dennis Tito, który w kwietniu 2001 roku poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną rosyjskim Sojuzem, płacąc podobno około 20 milionów dolarów. W kolejnych latach poszło jego śladem zaledwie kilka osób. W 2021 roku branża przyspieszyła: Virgin Galactic i Blue Origin zabrały swoich założycieli w loty suborbitalne, a misja SpaceX Inspiration4 wysłała na trzy dni na orbitę załogę złożoną wyłącznie z cywilów.
Lot suborbitalny daje kilka minut nieważkości i widok krzywizny Ziemi na wysokości około 80–100 kilometrów. Pobyt na orbicie kosztuje znacznie więcej; prywatne misje na ISS organizowane przez Axiom Space ruszyły w 2022 roku.
Jak czułbyś się w podróży
Nawet krótki lot wymaga przygotowań: badań lekarskich, sesji w wirówce, by poczuć duże przeciążenia, i ćwiczenia procedur awaryjnych. Podczas startu ważyłbyś kilka razy więcej niż zwykle. Na orbicie wiele osób w pierwszych dniach cierpi na zespół adaptacji kosmicznej – mdłości, dezorientację i bóle głowy – a płyny ustrojowe przemieszczają się ku głowie, przez co twarz puchnie, a nos się zatyka.
Potem przychodzi nagroda, o której często mówią astronauci: efekt wglądu (overview effect) – silna zmiana perspektywy, gdy widzi się Ziemię w całości, z cienką warstwą atmosfery i bez granic.
Dlaczego ostatni? (spekulacja)
Gra nazywa cię ostatnim turystą, a przyszłość mogłaby położyć kres turystyce z kilku wiarygodnych powodów: ryzyka, kosztów, obaw o wpływ startów na środowisko albo orbit zbyt zaśmieconych odłamkami. Możliwe też, że podróże staną się tak zwyczajne, że turyści przestaną być kimś wyjątkowym. Tak czy inaczej, loty kosmiczne pozostają niebezpieczne: astronauci zginęli w katastrofach Challengera, Columbii i Sojuza 11, a w wypadku SpaceShipTwo w 2014 roku zginął pilot testowy.