Gladiator
Jako gladiator byłbyś drogim towarem wyszkolonym do efektownej przemocy – i właśnie dlatego właścicielowi zależałoby, żebyś przeżył.


Od pogrzebu do masowej rozrywki
Walki gladiatorów pojawiły się w Rzymie w 264 roku p.n.e. jako element arystokratycznych pogrzebów, a z czasem stały się główną atrakcją publicznych widowisk. Gdy w 80 roku otwarto Amfiteatr Flawiuszów, czyli Koloseum, cesarz Tytus uczcił to stu dniami igrzysk.
Większość gladiatorów stanowili niewolnicy, jeńcy wojenni i skazańcy, ale zdarzali się wolni ochotnicy – auctorati – którzy za opłatą i szansę na sławę zrzekali się swoich praw. Walczyły też kobiety, choć rzadko: relief z Halikarnasu przedstawia dwie wojowniczki, Amazonkę i Achillię.
Specjaliści w dobranych parach
Nikt nie wręczyłby ci po prostu miecza. Gladiatorzy szkolili się w szkołach (ludi) jako konkretne typy, łączone tak, by siły były wyrównane: niemal nieopancerzony retiarius z siecią i trójzębem przeciw secutorowi w gładkim, zamkniętym hełmie; murmillo z dużą tarczą przeciw trakowi z małą tarczą i zakrzywionym ostrzem. Nad przebiegiem walki czuwali sędziowie.
Badania szkieletów z cmentarza gladiatorów w Efezie wykazały dietę opartą głównie na zbożach i roślinach strączkowych. Rzymianie przezywali gladiatorów hordearii – „jęczmieniarzami”, a Pliniusz Starszy wspomina o napoju z popiołu roślinnego, który zapewne wzmacniał ich kości.
Jakie miałbyś szanse
Nie każda walka kończyła się śmiercią. Pokonany mógł prosić o łaskę (missio), a decyzję – pod presją tłumu – podejmował organizator. Wyszkolony zawodnik był kosztowny, więc według szacunków historyków we wczesnym cesarstwie znaczna większość pojedynków kończyła się bez ofiar, choć z czasem ryzyko rosło.
Mimo to kariera była krótka. Nagrobki często upamiętniają mężczyzn zmarłych przed trzydziestką, po kilku lub kilkudziesięciu walkach. Szczęściarze otrzymywali drewniany miecz (rudis), znak zakończenia służby, a niektórzy zostawali potem trenerami.