Wioślarz
Jako wioślarz na starożytnym okręcie wojennym byłbyś jednym ze 170 ludzkich silników – i wbrew filmom najpewniej wolnym człowiekiem na żołdzie, a nie skutym niewolnikiem.


Mit galernika
Obraz skutych łańcuchami niewolników smaganych batem przy wiosłach pochodzi głównie z nowożytnych galer śródziemnomorskich i z filmów w rodzaju „Ben-Hura”. W klasycznych Atenach flotę napędzali przede wszystkim wolni obywatele, zwłaszcza najubożsi teci, a także osiedleni cudzoziemcy i najemnicy. Niewolników sadzano do wioseł tylko wyjątkowo, w sytuacjach kryzysowych, i czasem potem ich wyzwalano. Również rzymska marynarka opierała się głównie na wolnych, opłacanych mieszkańcach prowincji, którzy po długiej służbie mogli uzyskać obywatelstwo.
Miało to znaczenie polityczne: w demokratycznych Atenach ubodzy wioślarze, którzy wygrali bitwę pod Salaminą w 480 roku p.n.e., zyskali realny wpływ na zgromadzenie ludowe.
Wnętrze triery
Triera, główny okręt wojenny V wieku p.n.e., miała około 37 metrów długości, była bardzo wąska i mieściła 170 wioślarzy na trzech poziomach: 62 na górnym i po 54 na dwóch niższych. Każdy obsługiwał jedno wiosło. Ci z dolnego rzędu siedzieli tuż nad linią wody, pod kolegami – mało przyjemne miejsce, gdy ludzie nad tobą się pocili, albo i gorzej.
Rytm wyznaczał flecista, a zgranie wymagało ogromnej wprawy. Współczesna pełnowymiarowa rekonstrukcja, okręt Olympias z lat 80. XX wieku, pokazała, ile treningu trzeba, by w ogóle wiosłować równo.
Codzienność na pokładzie
Na okręcie wojennym brakowało miejsca na zapasy, wodę i sen. Załogi zwykle co wieczór lądowały, by gotować i nocować na plaży, co uzależniało flotę od przyjaznych brzegów. W bitwie bronią był sam okręt: brązowy taran na dziobie rozbijał kadłuby wroga. Gdy twój okręt został przebity, o przeżyciu decydowała umiejętność pływania – i wielu jej nie miało.