Sprzątacz stacji
Jako sprzątacz na stacji orbitalnej przekonałbyś się, że w kosmosie brud nie opada – unosi się, płynie do wentylacji i, jeśli dać mu czas, zaczyna rosnąć.


Porządki bez grawitacji
Na Ziemi kurz osiada na podłodze. W mikrograwitacji okruchy, złuszczony naskórek, włosy i kropelki krążą w powietrzu, dopóki wentylacja nie zaniesie ich do filtrów. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej sprzątanie już teraz jest częścią tygodniowego grafiku: załoga w regularny dzień porządków odkurza filtry i kratki, przeciera powierzchnie chusteczkami dezynfekującymi i zagląda w ukryte zakamarki.
Także jedzenie dobiera się tak, by to ułatwić – astronauci jedzą tortille zamiast chleba, bo mniej się kruszą, a sól i pieprz dostają w płynie, żeby drobiny nie dostawały się do aparatury i oczu.
Mikroby też są załogą
Dokąd idą ludzie, tam idą ich mikroby. Badania ISS wykazały na powierzchniach bakterie i grzyby – głównie nieszkodliwe gatunki związane z ludzką skórą. Na dawnej rosyjskiej stacji Mir, działającej w latach 1986–2001, za panelami i w skroplinach rosła pleśń, a z wilgotnych miejsc pobierano próbki grzybów. Najgroźniejsze są skropliny za aparaturą, gdzie powietrze słabo krąży.
W zamkniętym habitacie sprzątanie chroni zarówno ludzi, jak i sprzęt: niektóre mikroby potrafią niszczyć tworzywa, gumowe uszczelki, a nawet metal, i w kosmosie mogą zachowywać się inaczej niż na Ziemi.
Śmieci, które nie mają dokąd iść (spekulacja)
Dziś odpady z ISS pakuje się do odlatujących statków transportowych, które spalają się w atmosferze. Przyszła stacja z osobną ekipą sprzątającą zapewne segregowałaby i przetwarzała znacznie więcej – NASA testowała już zgniatarki i systemy przetapiania odpadów na płytki osłaniające przed promieniowaniem. Rutynowe przecieranie mogłyby przejąć roboty, a ludziom zostałyby zadania trudniejsze: tropienie zapachu, usuwanie wycieku czy łapanie zbiegłej kuli zupy.