Komar
Jako komar zaczynałbyś życie głową w dół, zawieszony pod powierzchnią kałuży i oddychający przez rurkę w odwłoku.


Dzieciństwo w stojącej wodzie
Komary rozmnażają się w wodzie stojącej: w stawach, rowach i zalanych łąkach, ale też w beczkach na deszczówkę, zapchanych rynnach i starych oponach. Dlatego dobrze czują się zarówno na wsi, jak i w mieście. Komar brzęczący (Culex pipiens) składa jaja w pływających tratwach liczących sto i więcej sztuk. Larwy odfiltrowują z wody bakterie i glony, a powietrze pobierają syfonem przebijającym błonkę powierzchniową. Poczwarka w kształcie przecinka nic nie je – fika koziołki, uciekając przed niebezpieczeństwem, a potem pęka, wypuszczając dorosłego komara.
Latem cały wodny etap może trwać tydzień lub dwa. Większość twojego rodzeństwa zginie w paszczach ryb, larw ważek i chrząszczy wodnych albo w wysychającej kałuży.
Kłują tylko panie
Jako samiec miałbyś życie krótkie i łagodne: mniej więcej tydzień picia nektaru i tańców w godowych rojach o zmierzchu. Samice też piją nektar, ale do rozwoju jaj potrzebują białka z krwi. Ofiarę wyczuwałabyś najpierw po dwutlenku węgla w wydechu – z odległości wielu metrów – a z bliska po cieple, zapachu skóry i wilgoci.
Twój aparat gębowy to pęczek cieniutkich igieł. Szukasz naczynia włosowatego i wstrzykujesz ślinę z substancjami przeciwkrzepliwymi. Swędzący bąbel to reakcja odpornościowa żywiciela na tę ślinę. Skrzydła uderzają kilkaset razy na sekundę – stąd nocne bzyczenie nad uchem.
Mały owad, wielki bilans
Przenosząc malarię, dengę, wirusa Zachodniego Nilu i inne choroby, komary zabijają więcej ludzi niż jakiekolwiek inne zwierzę. Samica żyje zwykle kilka tygodni. Kończy pod dłonią, w dziobie jaskółki, w pyszczku nietoperza albo podczas pierwszych przymrozków – chyba że przezimuje w piwnicy.
W Polsce komary nie przenoszą dziś malarii, choć jeszcze w pierwszej połowie XX wieku występowała ona na terenach podmokłych. Dla nich samych największym wrogiem bywa jednak susza: bez kałuż i rozlewisk nie ma gdzie złożyć jaj.