Liktor
Jako liktor kroczyłbyś przed najpotężniejszymi urzędnikami Rzymu z pękiem rózeg i toporem na ramieniu – chodzącym, bardzo dosłownym przypomnieniem, że mogą karać i zabijać.


Ochroniarz, woźny i egzekutor
Liktorzy towarzyszyli urzędnikom wyposażonym w imperium, czyli władzę rozkazodawczą. Konsula eskortowało 12 liktorów, pretora zwykle 6, a dyktatora 24. Szli gęsiego przed swoim urzędnikiem, torując drogę w tłumie i pilnując, by ludzie ustępowali, zdejmowali nakrycia głowy i okazywali szacunek.
Wykonywali też polecenia urzędnika: wzywali ludzi, aresztowali i wymierzali kary, w tym chłostę, a w dawniejszych czasach także ścięcie. Prawo do liktora miały również westalki i niektórzy kapłani.
Fasces na ramieniu
Twoim znakiem byłyby fasces: pęk rózeg brzozowych lub wiązowych związanych czerwonymi rzemieniami, a poza miastem z wystającym ostrzem topora. W obrębie Rzymu topór tradycyjnie wyjmowano, by pokazać, że obywatelom przysługuje tam prawo odwołania od kary śmierci. Gdy urzędnik spotykał wyższego rangą, jego liktorzy w geście pozdrowienia opuszczali fasces.
Fasces stały się symbolem władzy państwowej daleko poza Rzymem. W XX wieku od nich wziął nazwę włoski faszyzm, ale widnieją też na rewersie dawnej dziesięciocentówki „Mercury” i po bokach mównicy w amerykańskiej Izbie Reprezentantów.
Porządna praca dla zwykłych ludzi
Liktorami byli zwykle wolni obywatele skromnego pochodzenia, często wyzwoleńcy, opłacani przez państwo. Tworzyli korporację z własną organizacją, a służba mogła trwać latami, gdy obsługiwali kolejnych urzędników. Nie była to posada z blaskiem, ale dawała stały dochód i miejsce w pierwszym rzędzie rzymskiego życia publicznego. Wybory, procesy i triumfy oglądałbyś z odległości kilku kroków, a oprócz siły potrzebowałbyś taktu: zbyt brutalne odepchnięcie senatora albo zbyt wolne torowanie drogi mogło skompromitować urzędnika, któremu służyłeś. Liktorzy towarzyszyli też namiestnikom w prowincjach, więc praca mogła zaprowadzić cię na drugi koniec Morza Śródziemnego.