Dejnocheir
Jako dejnocheir brodziłbyś po mongolskich rozlewiskach na płaskich, tępo zakończonych palcach, przesiewając bezzębnym dziobem rośliny i drobne ryby – i machając rękami dłuższymi niż dorosły człowiek.


Polskie znalezisko i zagadka na pół wieku
W 1965 roku polsko-mongolska wyprawa kierowana przez Zofię Kielan-Jaworowską wydobyła w formacji Nemegt na pustyni Gobi parę ogromnych kończyn przednich. Każda mierzyła około 2,4 m i kończyła się zakrzywionymi pazurami. W 1970 roku Halszka Osmólska i Ewa Roniewicz nazwały zwierzę Deinocheirus – „straszna ręka”. Przez kolejne dekady nikt nie wiedział, do czego te ręce były przyczepione.
Rozwiązanie przyszło dopiero w 2014 roku: opisano dwa nowe szkielety, a czaszkę i stopy, które kłusownicy przemycili do Europy, zwrócono Mongolii.
Zwierzę złożone z kilku pomysłów
Dejnocheir okazał się ornitomimozaurem, czyli krewnym smukłych „strusich dinozaurów”, tyle że powiększonym do około 11 m długości i szacunkowo 6 ton masy. Wysokie wyrostki kręgów tworzyły na grzbiecie garb lub żagiel, długa czaszka kończyła się szerokim, kaczym dziobem, a palce stóp – tępymi, kopytkowatymi paznokciami, przydatnymi na grząskim podłożu.
Słynne ręce służyły raczej do kopania i przyciągania roślin do pyska niż do rozszarpywania ofiar. Mimo ogromu nie był sprinterem: głęboki tułów, ciężka miednica i krótkie podudzia wskazują na powolne, brodzące zwierzę. Czaszka miała ponad metr długości, ale była lekko zbudowana, a bezzębne szczęki sugerują, że pokarm połykałbyś w całości, zamiast go przeżuwać. Kamienie w żołądku przejmowały pracę zębów.
Obiad nad rzeką
Około 70 milionów lat temu Nemegt był krainą rzek i mokradeł, a nie pustynią. Przy jednym szkielecie znaleziono ponad tysiąc gastrolitów – kamieni połykanych do rozcierania pokarmu – oraz szczątki ryb. Twoja dieta byłaby więc mieszana: miękkie rośliny wodne i to, co dało się złowić bez większego wysiłku.
Rozmiary chroniły przed większością drapieżników, ale nie przed wszystkimi. Ślady zębów na brzusznych żebrach jednego okazu pasują do tarbozaura, azjatyckiego kuzyna tyranozaura – nie wiadomo, czy to ślad ataku, czy ucztowania na padlinie.